• Aktualności
  • Intencje
  • Ogłoszenia
  • Grupy
  • Kościół
  • Cmentarz
  • Galeria
  • Księgi
    • Księga Chrztów
    • Księga Małżeństw
    • Księga Zmarłych
  • Regulamin cmentarza
  • Kontakt
  • Standardy Ochrony Małoletnich

Aktualności

11
PAź
2026

Październik – „Wierzę, ale mam pytania” Czy w XXI wieku wiara ma jeszcze sens?

by : Piotr Setlak
comment : 0

Październik – „Wierzę, ale mam pytania”

Czy w XXI wieku wiara ma jeszcze sens?

  1. Kiedy chwieje się nasza wiara

Są zdania, które wypowiadamy bardzo często: „Wierzę w Boga”, „jestem człowiekiem wierzącym”, „chodzę do kościoła”, „modlę się”, „przyjmuję sakramenty”. Wielu z nas można powiedzieć wychowało się na nich słysząc je jako dzieci od osób starszych. Wiara była obecna w rodzinnym domu, w znaku krzyża robionym przed wyjściem do szkoły, pracy czy przed posiłkiem. Może jeszcze niektórzy pamiętają znak krzyża, robionego przed krojeniem świeżego bochenka chleba. Wiara była czymś oczywistym, należała do świata, w którym dorastaliśmy. Jednak człowiek dojrzewa i rodzą się różne pytania. Dlatego wcześniej czy później obok prostego zdania „wierzę” pojawia się inne: „Wierzę, ale mam pytania”. Wierzę, ale nie wszystko rozumiem. Wierzę, ale czasami zastanawiam się, dlaczego Bóg milczy. Wierzę, ale nie potrafię pogodzić Jego dobroci z cierpieniem niewinnych ludzi. Wierzę, ale kiedy słyszę o kolejnych odkryciach nauki, o początku wszechświata, ewolucji, neurologii, genetyce czy sztucznej inteligencji, pojawia się pytanie, czy religia naprawdę ma jeszcze coś do powiedzenia człowiekowi XXI wieku. Wierzę, ale czasami patrzę na Kościół i pytam, dlaczego ludzie, którzy mówią o Bogu, potrafią tak bardzo zaprzeczać Mu swoim życiem. Wierzę, ale czasami podczas modlitwy nie czuję zupełnie nic. Wierzę, ale zdarzają mi się chwile, kiedy przez głowę przechodzi myśl: a jeżeli Boga nie ma?

Możemy się takich pytań przestraszyć. Możemy uznać, że prawdziwie wierzący człowiek nie powinien ich zadawać. Możemy próbować je zagłuszyć. Możemy sobie powiedzieć: „Nie wolno mi tak myśleć, bo to grzech”. Tymczasem Pismo Święte ukazuje również ludzi wątpiących. Biblia nie jest historią ludzi, którzy nigdy nie mieli wątpliwości. Jest historią ludzi, którzy szukali Boga, spierali się z Nim, nie rozumieli Go, czasami przed Nim uciekali, czasami wołali do Niego w rozpaczy, a mimo to pozostawali na drodze wiary.

  1. „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu”

Jedno z najbardziej przejmujących zdań odnajdujemy w dziewiątym rozdziale Ewangelii według św. Marka. Do Jezusa przychodzi ojciec cierpiącego chłopca. Jest bezradny. Próbował już szukać pomocy. Nawet uczniowie Jezusa okazali się bezsilni. W końcu zwraca się do Chrystusa: „Jeśli możesz coś, zlituj się nad nami i pomóż nam”. Jezus odpowiada: „Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy”. I wtedy ojciec chłopca wypowiada niezwykłe słowa: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!” (Mk 9,22-24).

Zatrzymajmy się przy tym zdaniu. Człowiek mówi jednocześnie: „wierzę” i „jest we mnie niedowiarstwo”. Brzmi to jak sprzeczność, a przecież właśnie w tym zdaniu wielu z nas może odnaleźć samych siebie. Jest we mnie wiara i jest we mnie lęk. Jest zaufanie i są pytania. Jest modlitwa i są chwile milczenia. Jest pragnienie Boga i są dni, kiedy wydaje się bardzo daleki. I co robi Jezus? Nie odrzuca tego człowieka. Nie mówi: „Wróć, kiedy będziesz miał bezgraniczną wiarę”. Nie mówi: „Najpierw usuń wszystkie wątpliwości, a później możemy rozmawiać”. Przyjmuje go takim, jaki jest. Przyjmuje jego niedoskonałą wiarę. Katechizm Kościoła Katolickiego bardzo konkretnie mówi o takim doświadczeniu. W numerze 164 przypomina, że „wiara jest często przeżywana w ciemności” i może zostać poddana próbie. Katechizm wymienia doświadczenie zła, cierpienia, niesprawiedliwości i śmierci jako rzeczywistości, które mogą zachwiać wiarą człowieka. To bardzo ważne. Kościół nie mówi człowiekowi: skoro pojawiła się ciemność, przestałeś wierzyć. Przyznaje, że ciemność może stać się częścią drogi człowieka wierzącego.

Popatrzmy na bohaterów Biblii. Abraham otrzymuje od Boga obietnicę, ale później przez lata nie widzi jej spełnienia. Mojżesz podejmuje się prowadzenia Izraela, ale w pewnym momencie ma tego wszystkiego dosyć i pyta Boga, dlaczego włożył na niego tak ciężki obowiązek. Jeremiasz będzie niemal oskarżał Boga o to, że pozwolił mu się zwieść. Hiob straci majątek, dzieci i zdrowie, a później będzie prowadził z Bogiem dramatyczny spór. Psalmy pełne są pytań: „Jak długo, Panie, całkiem o mnie nie będziesz pamiętał? Dokąd kryć będziesz przede mną oblicze?” (Ps 13,2). Prorok Habakuk woła: „Jak długo, Panie, mam wzywać pomocy – a Ty nie wysłuchujesz?” (Ha 1,2). Nawet Jezus na krzyżu modli się słowami Psalmu 22: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mt 27,46).

  1. Pytania nie muszą oznaczać braku wiary

Samo pytanie nie oznacza niewiary. Można nawet powiedzieć coś więcej: istnieją pytania, które rodzą się właśnie dlatego, że człowiek wierzy. Człowiek niewierzący może spojrzeć na cierpienie i powiedzieć: świat po prostu taki jest. Człowiek wierzący pyta: skoro Bóg jest dobry, dlaczego na to pozwolił? To pytanie boli właśnie dlatego, że wierzy w dobroć Boga. Nie każde pytanie jest więc buntem przeciwko wierze. Niektóre pytania są prośbą o głębszą wiarę.

Katechizm w numerze 158 odwołując się do św. Anzelma, przytacza niezwykle ważne zdanie: „Wiara szuka rozumienia”. Człowiek, który wierzy, pragnie lepiej poznać Tego, któremu zaufał. Nie chodzi więc o to, aby powiedzieć człowiekowi: „Nie pytaj, tylko wierz”. Katolik nie powinien bać się pytań, prawda również nie boi się pytań. Bóg jest prawdą, więc uczciwe poszukiwanie prawdy nie może ostatecznie prowadzić przeciwko Niemu.

Być może jednym z problemów naszej religijności jest to, że czasami otrzymywaliśmy jako dzieci odpowiedzi, na zadawane pytania: „Gdzie jest Bóg?”, „Dlaczego trzeba chodzić do kościoła?”, „Dlaczego trzeba się modlić?”. Odpowiedź rodziców zawsze była gotowa: „Bo tak trzeba, tak wszyscy robią”. Na pewnym etapie życia było to wystarczające. Problem zaczyna się wtedy, kiedy człowiek ma czterdzieści, pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat, a jego rozumienie wiary zatrzymało się na poziomie odpowiedzi, które otrzymał jako dziecko.

Dorosły człowiek przeżył już sytuacje i zdarzenia, o których dziecko nie miało pojęcia. Pojawiła się choroba. Śmierć rodziców. Niekiedy śmierć dziecka. Rozpad małżeństwa. Zdrada. Samotność. Utrata pracy. Niespełnione marzenia. Modlitwy, które wydawały się pozostać bez odpowiedzi. Pogrzeb człowieka, o którego życie modliła się cała rodzina. Spotkanie z człowiekiem niewierzącym, który okazał się uczciwy, dobry i szlachetny. A może także spotkanie z człowiekiem deklarującym głęboką religijność, który jednocześnie swoim postępowaniem wyrządził komuś ogromną krzywdę. I wtedy proste odpowiedzi zaczynają nie wystarczać. Nie musi to jednak oznaczać końca wiary. Czasami właśnie wtedy zaczyna się wiara naprawdę dorosła. Wiara odziedziczona staje się wiarą wybraną. Człowiek przestaje wierzyć tylko dlatego, że wierzyli jego rodzice. Zaczyna pytać: dlaczego ja wierzę? Kim dla mnie jest Bóg? Dlaczego ufam Chrystusowi? Czy moja wiara jest tylko przyzwyczajeniem, elementem kultury i tradycji, czy rzeczywiście jest relacją z Bogiem?

  1. Czy nauka zabrała miejsce Bogu?

W tym miejscu pojawia się jedno z najczęstszych współczesnych pytań: czy człowiek XXI wieku, korzystający z komputerów, sztucznej inteligencji, medycyny genetycznej, latający w kosmos i poznający coraz dokładniej prawa rządzące wszechświatem, naprawdę potrzebuje jeszcze Boga? Czasami można usłyszeć prostą narrację: kiedyś ludzie nie rozumieli świata, dlatego wymyślili Boga. Nie wiedzieli, skąd bierze się burza, więc przypisywali ją działaniu sił nadprzyrodzonych. Nie znali bakterii i wirusów, więc chorobę tłumaczyli karą Bożą. Nie wiedzieli, jak powstał wszechświat, więc mówili, że stworzył go Bóg. Dzisiaj nauka wyjaśnia coraz więcej, a więc – według takiego sposobu myślenia – przestrzeń dla Boga staje się coraz mniejsza.

Tylko że chrześcijaństwo nie rozumie Boga jako rozwiązania problemów, których nauka jeszcze nie potrafi wyjaśnić. Bóg nie jest „zapchajdziurą” naszej niewiedzy. Gdybyśmy tak rozumieli Boga, rzeczywiście każde nowe odkrycie naukowe odbierałoby Mu kawałek przestrzeni. Tymczasem Biblia rozpoczyna się od zdania: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1,1). Autor biblijny nie próbuje napisać podręcznika astronomii, fizyki czy biologii. Nie odpowiada na pytanie, jak długo powstawały galaktyki, w jaki sposób rozwijało się życie albo ile lat ma Ziemia. Odpowiada na pytanie o wiele ważniejsze: skąd ostatecznie pochodzi istnienie? Czy rzeczywistość jest tylko przypadkowym zbiegiem procesów, czy też u jej początku znajduje się rozum i miłość?

Nauka pyta przede wszystkim, jak funkcjonuje świat. Wiara pyta także o to, dlaczego świat istnieje i jaki jest jego ostateczny sens. Jedno pytanie nie musi przekreślać drugiego. Jeżeli lekarz bardzo dokładnie opisze, jak funkcjonuje ludzkie serce, nie znaczy to jeszcze, że odpowiedział na pytanie, dlaczego warto oddać komuś swoje serce. Jeżeli neurolog opisze procesy zachodzące w mózgu zakochanego człowieka, nie znaczy to, że wyjaśnił całą tajemnicę miłości. Jeżeli fizyk opisze proces powstawania gwiazdy, nie odpowiedział jeszcze na pytanie o sens istnienia wszechświata.

  1. „Prawda nie może sprzeciwiać się prawdzie” (KKK 159)

Katechizm mówi o relacji wiary i nauki bardzo wyraźnie. Pod numerem 159 czytamy: „Chociaż wiara przewyższa rozum, to jednak nigdy nie może mieć miejsca rzeczywista niezgodność między wiarą i rozumem”. Dalej Katechizm przypomina, że ten sam Bóg jest źródłem Objawienia i Stwórcą ludzkiego rozumu, dlatego „prawda nigdy nie może sprzeciwiać się prawdzie”.

To niezwykle ważna zasada. Ten sam Bóg, który jest źródłem Objawienia, jest również Stwórcą świata, który człowiek bada. Dlatego prawdziwe odkrycie naukowe nie może być wrogiem Boga. Katechizm w tym samym numerze podkreśla, że metodyczne badanie wszystkich dziedzin wiedzy, jeśli prowadzone jest rzeczywiście naukowo i zgodnie z normami moralnymi, „nigdy nie będzie się sprzeciwiać wierze”.

Człowiek wierzący nie musi więc zamykać oczu na odkrycia naukowe. Nie musi bać się kosmologii, biologii, genetyki, medycyny czy teorii ewolucji tylko dlatego, że są nauką. Jeżeli coś jest prawdziwe, nie może być przeciwko Bogu. Można patrzeć przez teleskop na odległe galaktyki i wraz z psalmistą mówić: „Niebiosa głoszą chwałę Boga, dzieło rąk Jego nieboskłon obwieszcza” (Ps 19,2). Można badać komórkę człowieka i być zdumionym jej niezwykłą złożonością. Można poznawać mechanizmy ewolucyjne i nadal pytać o ostateczne źródło istnienia. Nauka może bardzo dokładnie opisywać proces, ale opis procesu nie jest jeszcze odpowiedzią na pytanie o sens. Co więcej, rozwój nauki tworzy nowe pytania, których sama nauka nie potrafi rozstrzygnąć. Możemy coraz skuteczniej ingerować w ludzki genom, ale czy wszystko, co technicznie możliwe, jest moralnie dobre? Możemy tworzyć coraz bardziej rozwiniętą sztuczną inteligencję, ale czym właściwie jest osoba? Czy człowieka można sprowadzić do informacji, neuronów i procesów biologicznych? Możemy przedłużać ludzkie życie, ale czym jest dobra śmierć? Możemy stworzyć technologię pozwalającą obserwować niemal każdą chwilę ludzkiego życia, ale czy mamy prawo to robić? Nauka może uzmysłowić człowiekowi, co potrafi zrobić. Nie zawsze potrafi odpowiedzieć, czy powinien to zrobić.

  1. Wiara nie oznacza rezygnacji z myślenia

Dlatego wiara i rozum nie muszą być przeciwnikami. Katechizm w numerze 154 mówi: „Wiara jest możliwa tylko dzięki łasce Bożej i wewnętrznej pomocy Ducha Świętego. Niemniej jednak jest prawdą, że wiara jest aktem autentycznie ludzkim”. Katechizm podkreśla dalej, że okazanie Bogu zaufania „nie jest przeciwne ani wolności, ani rozumowi ludzkiemu”. To bardzo ważne, ponieważ czasami wiarę przedstawia się jako rezygnację z myślenia: zamknij oczy, przestań pytać i uwierz. Tymczasem powinniśmy otworzyć oczy, pytać, poznawać, szukać, ale nie zamykać rzeczywistości wyłącznie w tym, co można zważyć, zmierzyć i sfotografować.

Przecież najważniejsze rzeczy w naszym życiu bardzo często nie dają się zmierzyć. Nie można zważyć miłości matki do dziecka. Nie można zmierzyć wierności małżonków. Nie można sfotografować przebaczenia. Nie można podać chemicznego wzoru ludzkiej godności. Nie można linijką zmierzyć sensu życia. A jednak nikt rozsądny nie powie, że dlatego miłość, wierność, przebaczenie czy godność nie istnieją. Nauka jest niezwykle potężnym narzędziem poznania rzeczywistości, ale nie jest jedynym możliwym sposobem stawiania pytań o rzeczywistość.

  1. W centrum wiary stoi Chrystus

Człowiek wierzący bardzo mocno i z przekonaniem mówi: Jezus Chrystus umarł i zmartwychwstał. Święty Paweł zdawał sobie sprawę z tego, jak radykalne jest to stwierdzenie. Dlatego napisał: „Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara” (1 Kor 15,17). Paweł nie mówi nam: nawet jeżeli zmartwychwstania nie było, zachowajmy Ewangelię, ponieważ jest piękną opowieścią i daje ludziom nadzieję. Nie. Mówi właściwie: jeżeli to wydarzenie nie jest prawdziwe, nasza wiara traci fundament. Wiara domaga się więc prawdy. I dlatego może pozwolić sobie na pytania.

W Ewangelii jest człowiek, który chyba szczególnie dobrze pasuje do naszych czasów. To apostoł Tomasz. Zwykle nazywamy go „niewiernym Tomaszem”, ale może krzywdzimy go tym określeniem. Tomasz po prostu nie chce wierzyć tylko dlatego, że inni mu powiedzieli. Apostołowie mówią: „Widzieliśmy Pana!” (J 20,25). Tomasz odpowiada, że jeśli sam nie zobaczy śladów gwoździ i nie dotknie ran Jezusa, nie uwierzy. I co robi Chrystus? Nie usuwa Tomasza z grona uczniów. Nie mówi: „Nie potrzebuję ucznia, który ma wątpliwości”. Przychodzi do niego. Pokazuje mu rany i mówi: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym” (J 20,27). Wtedy Tomasz odpowiada jednym z najmocniejszych wyznań wiary w całej Ewangelii: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20,28).

Warto zwrócić uwagę na jego przemianę. Zaczyna od „nie uwierzę”, a kończy na „Pan mój i Bóg mój”. Pomiędzy jednym i drugim zdaniem znajduje się spotkanie z Chrystusem. I być może właśnie tutaj dotykamy problemu wielu współczesnych chrześcijan. Można przez wiele lat wiedzieć o Bogu bardzo dużo, znać modlitwy, przykazania, chodzić do kościoła, a jednocześnie nigdy naprawdę nie postawić sobie pytania: czy ja spotkałem Chrystusa? Czy On jest dla mnie żywą Osobą, czy tylko częścią jakichś wierzeń?

  1. Nie tylko wierzyć, że Bóg istnieje, ale uwierzyć Bogu

Wiara w znaczeniu biblijnym jest czymś więcej niż uznaniem, że Bóg istnieje. W Liście św. Jakuba czytamy przecież: „Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz – lecz także i złe duchy wierzą i drżą” (Jk 2,19). Samo przyjęcie informacji o istnieniu Boga nie jest jeszcze pełnią wiary. Katechizm w numerze 143 mówi: „Przez wiarę człowiek poddaje Bogu całkowicie swój rozum i swoją wolę. Całą swoją istotą człowiek wyraża przyzwolenie Bogu Objawicielowi”. Wiara jest więc powierzeniem siebie. To różnica między zdaniem „wierzę, że ktoś istnieje” a zdaniem „wierzę komuś”. Mogę wierzyć, że pewien lekarz istnieje, ale czymś zupełnie innym jest powiedzieć: „Ufam temu lekarzowi na tyle, że powierzam mu swoje życie”. Mogę wiedzieć, że ktoś jest moim przyjacielem, ale dopiero w chwili kryzysu okazuje się, czy naprawdę potrafię się na nim oprzeć. I podobnie człowiek wierzący mówi Bogu: nie tylko wierzę, że jesteś. Chcę uwierzyć Tobie.

Tylko że właśnie wtedy pojawia się kolejne trudne doświadczenie: „Nie czuję Boga”. Ile osób mogłoby tak powiedzieć? Modlę się i mam wrażenie, że moje słowa odbijają się od ściany. Przychodzę na Mszę świętą i nic szczególnego się we mnie nie dzieje. Kiedyś modlitwa była łatwiejsza, dzisiaj stała się obowiązkiem. Kiedyś czułem bliskość Boga, dzisiaj jest cisza. Czy to oznacza, że utraciłem wiarę?

Nie. Jednym z błędów współczesnego człowieka jest przekonanie, że prawdziwe jest tylko to, co aktualnie czuję. Tymczasem nasze najgłębsze relacje pokazują coś innego. Matka, która piąty raz tej samej nocy wstaje do chorego dziecka, nie musi w tej chwili przeżywać emocjonalnego uniesienia. Może być wyczerpana i zdenerwowana, a mimo to kocha. Małżonkowie po trzydziestu latach wspólnego życia nie muszą każdego ranka czuć tego samego rodzaju emocji, które towarzyszyły im podczas pierwszego zakochania. Ich miłość jest znacznie głębsza, właśnie dlatego, że przeszła przez czas, zmęczenie, choroby, kryzysy i przebaczenie.

Podobnie jest z wiarą. Katechizm w numerze 164 przypomina nam, że może ona przechodzić przez ciemność. Bóg nie przestaje istnieć dlatego, że człowiek przestaje Go odczuwać. Tak jak słońce nie przestaje istnieć dlatego, że zasłoniły je chmury.

  1. Najtrudniejsze pytanie: gdzie jest Bóg w cierpieniu?

Jest pytanie jeszcze trudniejsze. Pytanie, przy którym nie ma prostej odpowiedzi. Jeżeli Bóg istnieje i jest dobry, dlaczego człowiek cierpi? Dlaczego małe dziecko choruje na nowotwór? Dlaczego młody człowiek ginie w wypadku? Dlaczego człowiek, który całe życie starał się być dobry, musi przechodzić przez potworną chorobę? Dlaczego modlimy się o czyjeś uzdrowienie i ten człowiek umiera? Dlaczego istnieją wojny, głód, przemoc, krzywda dzieci?

Przy takich pytaniach trzeba uważać na odpowiedzi. Są cierpienia, przy których człowiek wierzący powinien najpierw umieć usiąść i zamilknąć. Hiob miał przyjaciół, którzy przyszli go pocieszać po jego tragedii. Na początku zrobili coś bardzo mądrego: przez siedem dni siedzieli przy nim i milczeli. Problemy rozpoczęły się wtedy, kiedy zaczęli tłumaczyć mu, dlaczego Bóg dopuścił cierpienie.

Wiara nie daje nam prostego równania wyjaśniającego każde ludzkie cierpienie. Daje coś innego: pokazuje Boga, który sam wszedł w cierpienie. Krzyż jest niezwykłą odpowiedzią chrześcijaństwa na problem cierpienia, ponieważ Bóg nie stoi w bezpiecznej odległości od cierpiącego człowieka. Chrystus doświadcza zdrady. Zostaje opuszczony przez przyjaciół. Jest fałszywie oskarżony, poniżony, ubiczowany, przybity do krzyża. Umiera. Bóg nie mówi z wysokości nieba: „Cierp, bo tak postanowiłem”. W Chrystusie staje obok cierpiącego człowieka. Dlatego św. Paweł może powiedzieć, że nic, nawet śmierć, „nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie” (por. Rz 8,38-39).

Może ktoś jednak powiedzieć: dobrze, ale boję się pytać, ponieważ moje pytania mogą doprowadzić mnie do niewiary. Co jeśli zacznę czytać, analizować, porównywać argumenty i odkryję, że już nie potrafię wierzyć? Taki lęk istnieje. Jednak chrześcijaństwo jest prawdziwe, i nie boi się uczciwego poszukiwania prawdy. Bóg istnieje i nie przestanie istnieć dlatego, że człowiek postawi sobie czy innym trudne pytania.

Jeśli jestem człowiekiem wierzącym, to nie znaczy, że znam odpowiedzi na wszystkie pytania. Święty Paweł mówi: „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz. Teraz poznaję po części” (1 Kor 13,12). Po części. To ważne. Chrześcijanin nie zna wszystkich zamysłów Boga. Nie wie, dlaczego wydarzyła się taka, a nie inna tragedia. Nie wie, jak będzie wyglądała jego przyszłość. Nie wie, ile zostało mu życia.

Wiara jest trochę jak nocna podróż samochodem. Reflektory nie oświetlają całej drogi aż do celu. Pokazują tylko niewielki odcinek przed samochodem. A jednak dzięki temu światłu możemy przejechać setki kilometrów. Nie musimy widzieć całej drogi. Potrzebujemy światła wystarczającego na następny odcinek. Być może bardzo często właśnie tak działa Bóg. Nie pokazuje nam wszystkiego. Daje tyle światła, abyśmy mogli zrobić kolejny krok.

Katechizm w numerze 157 mówi: „Wiara jest pewna, pewniejsza niż wszelkie ludzkie poznanie, ponieważ opiera się na samym słowie Boga, który nie może kłamać”. Nie chodzi więc o pewność człowieka, który wszystko wie. Chodzi o pewność człowieka, który wie, komu zaufał.

Jest jeszcze jedna niezwykle ważna rzecz. Wiary nie można wymusić. W punkcie 160 katechizmu jasno czytamy: „Aby wiara miała charakter ludzki, człowiek powinien dobrowolnie odpowiedzieć Bogu wiarą; nikogo więc wbrew jego woli nie wolno do przyjęcia wiary przymuszać”. Można zmusić dziecko, żeby poszło w niedzielę do kościoła. Można dopilnować, żeby poszło do bierzmowania. Można wymagać nauczenia się modlitwy, ale nie można zmusić człowieka, żeby pokochał Boga. Nie można zmusić go, żeby zaufał Chrystusowi. Wiara z samej swojej natury domaga się wolności. I właśnie dlatego wcześniej czy później każdy musi przejść od wiary „moich rodziców”, „mojej rodziny”, do odpowiedzi osobistej. To już nie może być tylko: „U nas zawsze chodziło się do kościoła”. Nie może wystarczyć: „Jestem katolikiem, bo zostałem ochrzczony”. Przychodzi moment, kiedy Chrystus jak w Cezarei Filipowej stawia swoim uczniom pytanie. Najpierw pyta: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?”. Uczniowie przytaczają różne odpowiedzi. Jedni mówią tak, inni inaczej. Wtedy Jezus pyta: „A wy za kogo Mnie uważacie?” (Mt 16,15). W pewnym momencie życia „oni mówią” przestaje wystarczać. Potrzebna jest moja odpowiedź.

  1. Co zrobić ze swoimi pytaniami?

Warto na zakończenie zapytać bardzo praktycznie: co zrobić ze swoimi wątpliwościami? Przede wszystkim trzeba je nazwać. Nie wystarczy powiedzieć: „Mam kryzys wiary”. Co dokładnie jest problemem? Nie wierzę w istnienie Boga? Nie potrafię pogodzić Jego dobroci z cierpieniem? Nie rozumiem nauczania Kościoła? Zranił mnie ktoś reprezentujący Kościół? Nie potrafię się modlić? Nie rozumiem Biblii? Mam problem z relacją wiary i nauki? Przeraża mnie śmierć? A może problemem nie jest Bóg, ale obraz Boga, który noszę w sobie od dzieciństwa?

Kiedy moja wątpliwość zostanie nazwana, można zacząć szukać odpowiedzi. Warto czytać. Rozmawiać. Szukać ludzi, którzy naprawdę znają temat. Nie budować swojego światopoglądu wyłącznie na kilkudziesięciosekundowych filmach w mediach społecznościowych. Algorytm może podsunąć nam pytanie, ale niekoniecznie pomoże znaleźć prawdziwą odpowiedź. Nie każda osoba z tytułem doktora czy profesora posiada odpowiednią wiedzę. Dotyczy to zresztą zarówno religijnych apologetów, jak i internetowych krytyków religii.

Warto także wrócić do Ewangelii. Nie tylko do książek o Jezusie. Do samego Jezusa. Wziąć jedną Ewangelię i przeczytać ją od początku do końca, później może kolejną i cały Nowy Testament. Fragment po fragmencie.

A przede wszystkim trzeba się modlić również ze swoją wątpliwością. Nie trzeba najpierw odzyskać idealnej wiary, żeby zacząć rozmawiać z Bogiem. Można powiedzieć: „Boże, nie wiem, czy mnie słyszysz, ale jeśli jesteś, pomóż mi Cię odnaleźć”. Można powiedzieć: „Panie, jestem na Ciebie zły”. Można powiedzieć: „Nie rozumiem Cię”. Można powiedzieć dokładnie to, co powiedział ojciec chorego chłopca: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu”.

  1. Czy w XXI wieku wiara ma jeszcze sens?

Czy zatem w XXI wieku wiara ma jeszcze sens? Widzimy dzisiaj, że postęp techniczny nie usunął najważniejszych dla człowieka pytań. Potrafimy zrobić rzeczy, o których nasi dziadkowie nawet nie śnili, ale nadal pytamy: kim jestem? Po co żyję? Dlaczego pragnę miłości? Co zrobić z poczuciem winy? Jak przebaczyć? Czy cierpienie ma sens? Co dzieje się ze mną po śmierci? Czy moje życie znaczy coś więcej niż kilkadziesiąt lat pomiędzy narodzeniem a śmiercią? Mamy urządzenia pozwalające w kilka sekund skontaktować się z człowiekiem po drugiej stronie świata, a jednocześnie ogromna liczba ludzi doświadcza samotności. Mamy niemal nieograniczony dostęp do informacji, ale wcale nie oznacza to, że łatwiej odnajdujemy mądrość. Potrafimy wydłużać życie, potrafimy generować tysiące odpowiedzi przy pomocy sztucznej inteligencji, ale żadna maszyna nie odpowie za człowieka na pytanie, komu chce on powierzyć swoje życie i za co jest gotów je oddać. Człowiek XXI wieku dalej szuka Boga, zmienił jedynie język, którym to pytanie zadaje.

Dlatego nie trzeba bać się tematu dzisiejszej katechezy: „Wierzę, ale mam pytania”. Niebezpieczne dla wiary nie zawsze są pytania. Czasami znacznie bardziej niebezpieczna jest obojętność. Człowiek, który pyta o Boga, ciągle jest w drodze. Tomasz mówi, że nie uwierzy, ale pozostaje we wspólnocie uczniów i dlatego jest tam, kiedy Jezus przychodzi. Ojciec chorego chłopca przyznaje się do swojego niedowiarstwa, ale właśnie z nim przychodzi do Chrystusa.

Może więc najważniejszą myślą dzisiejszego spotkania powinno być właśnie to: nie musisz najpierw rozwiązać wszystkich swoich wątpliwości, aby przyjść do Boga. Przyjdź z nimi. Bóg nie potrzebuje twojej religijnej maski. Nie musisz przed Nim udawać, że wszystko rozumiesz. Możesz powiedzieć: „Nie wiem”, „Nie rozumiem, dlaczego na to pozwoliłeś”, „Boję się”, „Czasami wydaje mi się, że Cię nie ma”, „Chciałbym wierzyć mocniej”.

Wiara nie polega na tym, że człowiek ma odpowiedź na każde pytanie. Nie polega na wyłączeniu rozumu. Nie jest ucieczką przed nauką. Nie jest też naiwnym przekonaniem, że jeśli będziemy wystarczająco pobożni, nic złego nigdy nam się nie wydarzy. Jest drogą zaufania Bogu, który objawił się człowiekowi najpełniej w Jezusie Chrystusie.

 

Print Friendly, PDF & EmailDrukuj

Lokalizacja

Kontakt

Parafia pw. Matki Bożej Pocieszenia w Lipnicy

Adres:
Lipnica 273
36-123 Lipnica
gm. Dzikowiec
pow. kolbuszowski
woj. podkarpackie

Telefon:
+48 786 711 838

E-mail:
p.setlak@sandomierz.opoka.org.pl

Statystyki

  • Osób online: 1
  • Odwiedziło dzisiaj: 12
  • Odwiedzin w tygodniu: 8 640
  • Odwiedzin w miesiącu: 35 679
  • Razem odwiedzin: 3 223 343
© 2016 - Parafia pw. Matki Bożej Pocieszenia w Lipnicy